Sytuacja na Półwyspie Koreańskim

Testy pocisku hipersonicznego

W 2022 r. Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nadal kontynuuje wysiłki na rzecz rozwoju swoich zdolności wojskowych przeprowadzając próbne wystrzały pocisków hipersonicznych. Jak wielokrotnie stwierdzał Pjongjang, jest to projekt realizowany zgodnie z narodowym planem rozwoju obronności.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy wyrażają niezadowolenie z działań Pjongjangu. Jednak każdy kraj ma swój własny plan rozwoju potęgi militarnej. Wedle wyboru może strzelać z nowoczesnych karabinów lub z armaty i ma prawo testować to, czego potrzebuje. KRLD zachowuje się całkiem naturalnie i logicznie, tak jak inne kraje rozwija zdolności obronne, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich obywateli. Mimo to ilekroć podejmuje ona kroki w tym zakresie spotyka się z potępieniem, a jej działania są bezzasadnie kryminalizowane.

Zasięg międzykontynentalnego pocisku balistycznego wystrzelonego przez KRLD w 2017 roku przekracza 10 000 km. Trzeba się zastanowić, dlaczego kraj ten musiał wytworzyć pociski, które uderzają w cele oddalone o ponad 10 000 km. Są one wycelowane w USA. Jeśli siły zbrojne USA nie stacjonowałyby wokółłwyspu Koreańskiego od 1945 roku i nie groziłyby Koreańczykom bronią nuklearną, to dlaczego Pjongjang miałby, ignorując trudności gospodarcze, kurczowo trzymać się rozwoju międzykontynentalnych rakiet balistycznych, monopolu wielkich mocarstw? KRLD nie może wygrać wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Jednak może posiadać zdolności w zakresie odstraszania, które zapobieg sprowokowaniu wojny przez Stany Zjednoczone.

Osiągnięcia KRLD zasługują na brawa, ale również wywołują żal. Godny ubolewania jest fakt, że dopiero po 70 latach od powstania zagrożenia atakiem nuklearnym ze strony USA, które po raz pierwszy zawisło nad Koreą w grudniu 1950 r., kraj posiada silny środek odstraszenia. Jest jednak takie powiedzenie: Lepiej późno niż wcale.

Gdyby Stany Zjednoczone znajdowały się 50 km od Półwyspu Koreańskiego, KRLD zadowoliłaby się zbudowaniem rakiet o zasięgu 50 km.

Stany Zjednoczone próbują ukryć swoją kryminalną przeszłość, łączącą się z faktem, że od ponad pół wieku ich broń jądrowa zagraża przetrwaniu Koreańczyków i za wszystko obwiniać tylko KRLD.

Teraz, gdy miecz Pjongjangu dosięgnął szyi USA, są one zmartwione.

Stany Zjednoczone nalegają na wznowienie dialogu i twierdzą, że zapewnią wsparcie gospodarcze i normalizację stosunków, jeśli KRLD zrezygnuje z programu nuklearnego. Jednak USA najpierw muszą odpowiedzieć na jedno pytanie. Dlaczego w przeszłości, przez 70 lat, kiedy KRLD jeszcze nie miała zamiaru rozwijać zdolności nuklearnych, ignorowały jej pokojowe propozycje i groziły bronią jądrową? Stany Zjednoczone to kraj, w którym brakuje konsensusu. Historia polityki międzynarodowej uczy, że słowa i logika nie sprawdzają się w stosunkach z wielkimi mocarstwami, a tylko fizyczne działania oparte na sile militarnej pozwalają realizować własne interesy.

USA nie mają prawa potępiać KRLD, gdyż ona tylko postępuje w sposób stworzony przez wielkie mocarstwa.

Zapobieganie wojnie

Przewodniczący Kim Dzong Un powiedział, że celem potęgi militarnej kraju nie są ani Stany Zjednoczone, ani Korea Południowa, ale zapobieganie wojnie. Rozwijana jest więc ona po to żeby nie dopuścić do wybuchu żadnego konfliktu zbrojnego na Półwyspie.

Niektórzy porównują wzrost potęgi militarnej z sytuacją gospodarczą w KRLD i na tym tle ją krytykują. Uznają, że kraj nie powinien inwestować pieniędzy w potęgę militarną, dopóki dostatecznie się nie wzbogaci.

Można mieć problem z pełnym zrozumieniem sposobu myślenia Pjongjangu. Jeśli jednak przeanalizujemy działania i deklaracje tego kraju, jest on zorientowany na cel strategiczny i, jak twierdzą sami Koreańczycy, promuje projekt długowieczności swojego narodu. Celem strategicznym jest zapobieżenie ponownemu wybuchowi wojny na Półwyspie Koreańskim.

Aby zrozumieć ich myśli, konieczne jest poznanie historii wojen w Korei. Przez ostatnie 1000 lat siły zewnętrzne toczyły na jej terytorium zbrojne starcia, rywalizując między sobą o dominację. Widać, że jest to nieunikniony wynik geopolitycznego położenia Półwyspu Koreańskiego, który znajduje się między wielkimi mocarstwami.

W 1359 roku setki tysięcy rebeliantów chińskich, pokonanych przez siły rządowe mongolskiej dynastii Yuan, najechało na Półwysep Koreański i spowodowało ogromne zniszczenia. W 1592 roku armia japońska, dążąc do podboju Chin i Indii, jako pierwszy krok zaatakowała Koreę. W 1895 r. Japonia prowadziła wojnę z Chinami na Półwyspie Koreańskim, aby ustanowić swoją hegemonię w Azji, a w 1905 r. ponownie sprowokowała wojnę w tym samym mieście, aby stłumić wpływy Rosji. W 1950 roku USA potajemnie podżegały do wojny południowokoreańskie władze – nawiasem mówiąc złożone głównie z osób jeszcze niedawno kolaborujących z japońskimi faszystami – aby zabezpieczyć przyczółek przeciwko Związkowi Radzieckiemu i Chinom. Doprowadziły w ten sposób do wybuchu wojny koreańskiej.

Jest zbyt wiele podobnych przykładów. Jednym słowem, Korea przelewała krew dla korzyści sąsiednich mocarstw przez długi okres 1000 lat i doznała wielu szkód. Dlatego dla Półwyspu Koreańskiego ukuto wyrażenie „Krewetka wciśnięta między wieloryby”.

Z punktu widzenia Koreańczyków to całkowity absurd. Jeśli wielkie mocarstwa idą na wojnę, powinny walczyć na własnych terytoriach, lecz one wzniecają pożary konfliktów zbrojnych w innych krajach. Takie postępowanie mocarstw w przeszłości sprowadziło Koreańczyków na skraj całkowitego zniszczenia.

Koreańczycy zdali sobie sprawę, że ich kraj musi stać się potężnym, aby nie służyć już więcej jako pole bitwy o interesy innych. Oczywiście byli ludzie, którzy zdawali sobie z tego sprawę w przeszłości. Ale uświadomienie sobie tego i wprowadzenie w życie to dwie różne rzeczy.

Teraz Stany Zjednoczone chcą, aby Półwysep Koreański stał się polem bitwy, gdzie Koreańczycy umierać będą za amerykańskie interesy. Mają ten sam cel, jakim w przeszłości kierowały się wyżej wspomniane mocarstwa. Stany Zjednoczone dążą do zdławienia Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej poprzez presję międzynarodową i uczynienia z Półwyspu Koreańskiego strefy, w której będą mogły realizować swoją arbitralną politykę. Koreańczycy zaś politykę USA uznają za rozbójniczą.

Oczekuje się, że obecna konfrontacja między USA a Chinami może doprowadzić w przyszłości do wojny amerykańsko-chińskiej na Półwyspie Koreańskim. KRLD stoi na stanowisku, że jeśli ma być prowadzona taka wojna, powinna toczyć się w Chinach lub Stanach Zjednoczonych, lub przynajmniej w centrum Pacyfiku.

W Korei Południowej panuje obecnie zamieszanie wokół problemu z decyzją, z którym krajem korzystne byłoby zawarcie sojuszu. Historia pokazuje, że na Półwyspie Koreańskim wybuchały wojny niezależnie od tego, z jakim krajem był sprzymierzony. Którykolwiek kraj zostanie wybrany: Stany Zjednoczone czy Chiny, ze względu na czynniki geopolityczne nad Koreą będzie wisiało niebezpieczeństwo wojny. Świadomość tego mają również Koreańczycy z południa. Jednak w ciągu ostatnich 100 lat Japonia i Stany Zjednoczone konsekwentnie wpajały im przekonanie, że słabe kraje mogą przetrwać tylko dzięki sojuszom z dużymi. W rezultacie mieszkańcy Korei Południowej stali się więźniami i stracili odwagę, by zmienić swoje przeznaczenie i iść naprzód. Dlatego Pjongjang nieustannie domaga się, aby Seul przekonał się do idei samodzielności.

Siła militarna KRLD gwarantuje bezpieczeństwo całego Półwyspu Koreańskiego. W przyszłości być może nadejdzie dzień, w którym Pjongjang będzie miał okazję poważnie ostrzec kraje planujące działania militarne na całym Półwyspie Koreańskim w czasie szczytowego kryzysu militarnego w Azji Północno-Wschodniej. Któż nie usłyszałby wówczas głosu Pjongjangu, który posiada broń nuklearną? Broń nuklearna Pjongjangu posłuży wtedy jako parasol nuklearny do ochrony całego Półwyspu Koreańskiego.

Zachodnie media podżegają do wojny

W styczniu 2022 r. zachodnie media nadal, jak i w przeszłości, rozpowszechniają dziwaczne artykuły poniżające KRLD i ciężko pracują nad przekonywaniem społeczności międzynarodowej, że jest ona państwem absurdu i krajem bez zdrowego rozsądku. Żaden inny kraj na świecie nie jest tak żałosny, jeśli wierzyć artykułom prasowym.

Przez ostatnie 20 lat mieliśmy do czynienia ze znacznym zagrożeniem terrorystycznym i zawsze wspieraliśmy wszelkie działania, które miały jemu zapobiegać. Kiedy obalony został Saddam, kiedy zginął Kaddafi, wszyscy myśleli, że to usprawiedliwione. To dlatego, że opinia publiczna na ich temat ukształtowana została przez medialną krytykę ich działań. Jednak dzisiaj, jeśli spojrzymy na to chłodno, miliony zwolenników Saddama i Kaddafiego, musiałoby być szalonymi ludźmi o nienormalnym sposobie myślenia. Czy nie jest to złudzenie stworzone przez zachodnie media? Jest to kwestia, którą warto rozważyć.

Obecnie Stany Zjednoczone usilnie starają się, aby społeczność międzynarodowa myślała o KRLD jako o kraju nienormalnym – tak jak było to w przypadku Iraku, Libii i Afganistanu – który powinien zostać unicestwiony. Dlatego, nawet jeśli Amerykanie w dowolnym momencie rozpoczęliby wojnę, zmanipulowany w ten sposób świat poparłby USA.

KRLD posiada odmienny system społeczny i polityczny niż inne kraje. Sytuacja we wszystkich krajach nie może być taka sama. Co więcej, patrząc na KRLD, należy zauważyć, że od ponad 70 lat znajduje się ona w stanie konfrontacji militarnej ze światowym supermocarstwem, Stanami Zjednoczonymi. Innymi słowy, KRLD jest w stanie wojny. Aby zrozumieć sytuację wewnętrzną tego kraju, możemy porównać ją z tą panującą w krajach, które w czasie II wojny światowej stanęły do konfrontacji militarnej z hitlerowskimi Niemcami. Tutaj będzie można dostrzec podobieństwo.

Stany Zjednoczone szkalują KRLD i chcąc wykazać rzekomą niewłaściwość jej postępowania porównują ją do innych krajów, które w przeciwieństwie do niej nie muszą się zmagać z większym zagrożeniem z zewnątrz, mogącym zniszczyć pokój na ich terytoriach. Wciąż manifestują na arenie międzynarodowej swoją niechęć do tego kraju – jedynego, z którym nie mogą postępować tak jak im się podoba.

Każdy naród posiada własną historię, kulturę, obyczaje i tradycje. Co więcej, ma własny rozum i osąd. Czasami trudno jest odróżnić kłamstwo od prawdy. W tym przypadku, jeśli weźmie się pod uwagę, że w KRLD mieszkają zwykli ludzie, tacy jak my, można dostrzec, gdzie leży prawda.

Dużo mówi się o wolności prasy. Jednak twierdzenie, że taka w istocie w naszym świecie panuje to wielkie oszustwo. W rzeczywistości „wolność” ta nigdy nie wykracza poza czerwoną linię wytyczoną przez inwestorów. Jeśli spojrz na to, kim są najwięksi inwestorzy w międzynarodowej prasie, od razu zrozumieć można, dlaczego wciąż pojawiają się stronnicze i rozmijające się z prawdą wiadomości o KRLD. Patrząc na to z racjonalnego i realistycznego punktu widzenia, dostrzec można coś bardzo niepokojącego – zachodnie media od dekad stosują psychologiczne zabiegi mające kształtować myślenie jakoby potencjalne rozpoczęcie wojny przez USA na Półwyspie Koreańskim było uzasadnione.