Czasem odnoszę wrażenie, że dziennikarze naszych wiodących mediów mają w sobie coś z psów Pawłowa. Gdyby ktoś nie wiedział, co to pies Pawłowa, to wyjaśniam, że pies ślini się na widok jedzenia, ale nie ślini się na dźwięk dzwonka.

Jeśli jednak systematycznie, na minutę przed podaniem psu jedzenia, będziemy włączać dzwonek, to po pewnym czasie pies będzie się ślinić na sam tylko dźwięk dzwonka. To ustalił Pawłow.

Inna sprawa, że są w tej kwestii rozbieżne opinie. Jedni sądzą, że pies przechytrzył Pawłowa, inni twierdzą nawet, że z tym eksperymentem było na odwrót, a jeszcze inni zrównują psa z Pawłowem.

Mówiąc jednak poważnie, to postać Iwana Pietrowicza Pawłowa warta jest zainteresowania. Był on pierwszym rosyjskim laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny (w 1904). Znał dobrze Europę. Gdy po wybuchu rewolucji październikowej Szwecja zaproponowała, że utworzy specjalny instytut, jeśli tylko zgodzi się on tam przyjechać, by kontynuować badania, Pawłow odmówił, pomimo że w okresie porewolucyjnym w Rosji naprawdę trudno było pracować naukowo. Myślę że dla wykarmionych propagandą lemingów wiedza o tym fakcie byłaby dużą przykrością.

Wracam do naszych dziennikarskich psów Pawłowa. W grudniu 2013 Korea Północna wystrzeliła własną rakietę, która wyniosła na orbitę jej własnego satelitę meteorologicznego. Wiadomość o tym przekazała PAP. Z polskiego punktu widzenia jest to ogromny sukces. My nie jesteśmy zdolni ani do wystrzelenia własnej rakiety, ani do zbudowania własnego, prawdziwego satelity, o czym już na Prawicy.net obszernie pisałem.

Krótko później gdzieś tam ktoś uruchomił dzwonek (nie chce mi się już tropić źródła, ale zapewne uruchomili go jankesi) i medialne psy Pawłowa zaczęły się ślinić. 27 stycznia ślinił się już dailymail.co.uk, który informował o straszliwej cenie kosmicznego sukcesu KRLD:

glod-przez-rakiety.jpg

Napis pod zdjęciem przetłumaczyłbym tak: „Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un wydał ogromne sumy pieniędzy na starty dwóch rakiet, mimo doniesień o rozpaczliwym braku żywności w kraju i przypuszczeń, że 10 tys. ludzi zmarło z głodu”.

W ślad za dailymail.co.uk następnego dnia śliniono się już u nas np. w Dzienniku.pl, ale też i innych mediach. Schemat był prosty. Skoro wy macie kosmiczny sukces, to my, w ramach odwetu, odpowiemy kosmiczną brednią.

Nie ma żadnego głodu w KRLD i nikt nie zjada tam własnych dzieci. Działa w KRLD grupa ekspertów FAO, którzy jeżdżą po całym kraju wszerz i wzdłuż. Odwiedzają wioski i miasteczka, szpitale i przedszkola. Zbierają próbki z pól, by oszacować spodziewane plony. Ważą ciężarne w momencie zarejestrowania ciąży i przed porodem, by zbadać przyrost ich wagi podczas ciąży. Nikt im nie określa, gdzie mają iść. Sami decydują. Nie korzystają przy tym z koreańskich tłumaczy. Przywieźli do KRLD własnych tłumaczy. Opinia ekspertów FAO nie jest dla mnie świętością, ale póki co nie znam wiarygodniejszego źródła.

Wobec szerzonej od początku 2013 roku gwałtownej kampanii, o rzekomym głodzie i kanibalizmie w KRLD, zastępca szefa misji FAO w tym kraju, Belay Derza Gaga, w maju 2013 poinformował, że KRLD nie ma poważniejszych problemów z żywnością, że wprawdzie ludzie nie najadają się tam do syta, ale o żadnym głodzie mowy być nie może (a tym bardziej o kanibalizmie i śmierciach z głodu). Czy choć jedno polskie źródło przekazało informację eksperta FAO? Żadne!!! Tę informację znalazłem w rosyjskim źródle. Dlaczego w naszych mediach nie wolno informować o stanowisku ekspertów FAO na temat KRLD?

Mówi się często, że mieszkańcy KRLD mają jakoby wyprane mózgi. Może tak jest, ale jakoś nie trafiam tam na przejawy tego. Trudno mi natomiast oprzeć się wrażeniu, że wielu moich rodaków w sprawach KRLD ma wyprany mózg.

Źródło: http://prawica.net/39042